Na pokładzie od rana a Ciągle słychać bosmana Bez potrzeby on ciągle się drze d a Choćbyś ręce poranił d Bosman zawsze cię zgani a I pow Idą skauci (autor / wykonawca: nieznany) Idą skauci łez doliną.

Znalezienie tytułu posta przysporzyło mi sporo problemów. Tradycyjnie szukałam pasującego cytatu z szanty, i co? Nic... Uznałam, że najwidoczniej jedynego pasującego wersu użyłam już do opisania pierwszego wpisu na blogu :) Kobiety w szantach nie są przedstawiane jako załogantki, a raczej jako wierne ukochane oczekujące w portach, czy też panie lekkich obyczajów w przybrzeżnych zamtuzach. Nie znalazłam też nic (po polsku) o Anne Bonny i Mary Read- najsłynniejszych piratkach, choć na pewno nie jedynych. Motywem, który łączy w szantach morze i kobiety są syreny, które pojawiają się dość często. Znamienne jest to, że zazwyczaj niosą one zgubę... To też nieco odzwierciedla stosunek marynarzy do dziewczyn- nie są one stałą częścią życia na statku, a często muszą walczyć z przesądami i stereotypami na swój temat (w końcu "baba na pokładzie" przynosi pecha). Jak więc powstał tytuł wpisu? Pomogła mi morska kobieta pracująca tymczasowo na trochę węższych wodach- moja skarbnica wiedzy o szantach :) A ponieważ cały utwór ma świetny, pasujący tekst, nie wybierałam cytatu- a opowieść nazwałam tytułem piosenki zespołu "Za horyzontem". Polecam posłuchać! Więc jak to jest z kobietami na morzu? Czy feminizm dotarł na statki, a dwie dziewczyny na jednej łajbie to dobry pomysł? I jak wyglądałaby praca na krypie obsadzonej przez same baby (problem prawdopodobnie czysto teoretyczny)? Zapraszam do przeczytania opowieści :) Dziewczyny, marzące o karierze na morzu, powinny wziąć pod uwagę, że ich codziennym strojem nie będzie czysty, galowy mundur- raczej roboczy kombinezon... ...a nawet taki oto strój. Odpadają też wszelkie tipsy czy długie paznokcie (odpadają dosłownie!!). Zacznę (już kolejny raz) od początku, a więc od szkoły morskiej. Kobiet na Akademii na moim roczniku było całkiem sporo, a na każdym kolejnym tylko ich przybywało. Czy wszystkie pracują potem w branży? Oczywiście, że nie- bardzo mała ich część. Sporą grupę kobiet stanowią bowiem te, które chcą "złapać bogatego męża"- a opowieści o zarobkach marynarzy, zwłaszcza na oficerskich stanowiskach, bywają rozdmuchiwane do absurdu. Inne zaś idealizują pracę na morzu (jak ja!!), kolejne są córkami kapitanów, które wybór zawodu ma "zbliżyć" do rodzica... Na pewno każda dziewczyna ma swoją historię, muszę jednak wprowadzić pewne rozróżnienie motywów kierujących nimi. Dziewczyny, które szukają męża, często... znajdują go. Niestety, równie często okazuje się, że poznany na Morskiej chłopak nie chce jednak pracować w zawodzie. Inne, nieco "bystrzejsze" celują więc w oficerów na pierwszych, praktykanckich statkach. Czy to lepszy wybór? Nie zawsze- a takie sytuacje niosą kilka zagrożeń. Po pierwsze, doświadczeni mężczyźni często wcale nie mają ochoty wiązać się na stałe z młodą studentką. Po drugie, nie przeszkadza im to iść z dziewczyną do łóżka- i potem zostaje ona wyłącznie z kacem moralnym (nie mówię o tych, które po prostu lubią ten sport ;). Po trzecie, tacy oficerowie często mają żony, albo i dzieci... Niektórzy z nich w ogóle nie chwalą się tym faktem przed wykorzystywanymi studentkami- a potem potrafią z tego wyjść bardzo niemiłe historie. Czasem to same dziewczyny nie mają oporów, żeby takiego faceta spróbować "odbić". Już statki szkoleniowe pełne są takich historii- a praktykantki same na to zezwalają, czując się "wyróżnione" zainteresowaniem oficera... Nie jestem zatem zdziwiona słynnym listem kapitańskich żon do władz pewnej polskiej firmy żeglugowej, w którym protestowały one przeciwko obecności kadetek na statkach. Nie jestem zdziwiona- ale też nie jestem zwolenniczką takich radykalnych posunięć. W końcu każdy człowiek ma wolną wolę (choć w tym przypadku mocno przytępioną długą "abstynencją" od kobiet), a jakakolwiek relacja między dwojgiem dorosłych ludzi wymaga chęci obydwojga- nie mówię tu oczywiście o gwałtach czy molestowaniu, godnych absolutnego potępienia. Dziewczyny, które idealizują zawód, mogą z kolei doznać przykrego rozczarowania. Nie są to już czasy marynarzy "Znaczy Kapitana"; umięśnionych, wysportowanych młodych mężczyzn, w marynarskich mundurach pracujących na najwyższych rejach masztów żaglowców. Współczesny marynarz to raczej starszy pan z brzuszkiem, samotny, będący "bankomatem" dla żony i dzieci. Ja, z racji mojego upodobania do grubszych, łysiejących facetów ("de gustibus non est disputantum!"), idealizowałam raczej obraz samej pracy na statku; wyobrażałam sobie długie postoje w portach, umożliwiające zwiedzanie świata, do tego bardzo dobre jedzenie i cały statek pełen mężczyzn, a pośród tego ja, opalona i w świetnej kondycji od fizycznego wysiłku... Co się sprawdziło? Chyba tylko: "cały statek pełen mężczyzn" ;) Wracając do Akademii Morskiej- specyficzne dla uczelni jest podejście niektórych wykładowców do kobiet- mówię zwłaszcza o profesorach starszej daty. Niejednokrotnie byłam świadkiem lekceważących komentarzy, rzucanych w kierunku dziewczyn- jak choćby wykładowcy, który chcąc uciszyć studentkę trzeciego roku, która odezwała się szeptem do kolegi, rzucił "ja rozumiem, że pani jest zdesperowana, bo czas na znalezienie męża się kończy, ale proszę, nie na moim wykładzie"... Zdarzają się też tacy, którzy wymagają uniżonego i potulnego zachowania, często wobec ich seksistowskich zachowań, w zamian za zaliczony przedmiot. Obrazu dopełniają studenci, często traktujący kobiety z Morskiej jako łatwy, zakompleksiony łup- ci nie wiedzą, jak bardzo czasami się mylą ;) Czy wszystkie kobiety nadają się na morze? Oczywiście, że nie. Jak już wspominałam, jest to bardzo trudny zawód, posiadający swoją specyfikę- nie odnajdzie się na morzu miła, cicha dziewczyna, nie umiejąca zawalczyć o swoje. Wyżej opisane zaczepki, nagabywania i głupie teksty dają niejaki przedsmak tego, co czeka w dalszej drodze. Jeśli więc któraś ze studentek, zniechęcona, odejdzie ze szkoły- tym lepiej dla niej. Będzie miała czas na ponowny wybór drogi w życiu, co nie jest takie łatwe już po ukończonych czteroletnich studiach... Pewna część dziewczyn przejdzie jednak przez wszystkie trudności i na jakiś okres, bądź na całe życie, zwiąże się z morzem. Te kobiety będą pracować na swoich stanowiskach, awansować, zdobędą uznanie pracujących z nimi mężczyzn- jak najbardziej więc "nadają się" tak samo, jak mężczyźni. Tutaj też muszę zaznaczyć, że są faceci, którzy w tej pracy absolutnie nie powinni się znaleźć, bo nie dają sobie rady z ciągłą rywalizacją, zespołową pracą, czy chociażby samotnością morskiego życia. I oni także nie powinni na morzu pracować. Osobiście uważam, że problem leży w stereotypach i stosunku ilościowym mężczyzn do kobiet na morzu. Jeśli dany marynarz spotka w życiu kobietę, która nie będzie sobie dawała rady, stwierdzi, że kobiety jako takie się nie nadają- bo naocznie nie dowie się o istnieniu żadnej innej (tzw. dowód epizodyczny). Jeśli zaś spotka, wśród setek chłopaków, trzydziestu nie nadających się do zawodu- nie wyciągnie z tego żadnego wniosku, bo utoną oni, nomen omen, w morzu pozostałych "dobrych" marynarzy... Specyfiką szkoły morskiej jest też konieczność odbycia półrocznych praktyk w celu jej ukończenia ze stopniem inżyniera. Niewielką, pierwszą część praktyk zazwyczaj zapewnia szkoła- zazwyczaj dwa miesiące, niezbędne do uzyskania świadectwa marynarza wachtowego po pierwszym roku nauki. Pozostałą część, cztery miesiące, trzeba zdobyć samodzielnie- mając na to rok czasu. Myślicie, że to dużo? Nie- i tu pojawia się dla studentów pierwszy zimny prysznic- dla dziewczyn wręcz lodowaty. Zdobycie takich praktyk, kilka lat temu, graniczyło z cudem, nawet dla mężczyzn. Nikt nie przyjmował wtedy, zasłaniając się "kryzysem", niedoświadczonych marynarzy czy wręcz kadetów. A kobiety? Jedyną ich szansą na pewne praktyki było posiadanie ojca czy wujka na statku, na wysokim stanowisku (tu pojawia się trzecia grupa morskich dziewczyn). A pozostałe, których była większość? Im czas poszukiwań mijał na wysyłaniu aplikacji, bez żadnych odpowiedzi, rozmowach z działami kadr, bez żadnych sukcesów... Najdelikatniejszą z odpowiedzi było "proszę odezwać się, jak już będzie Pani miała dokumenty oficerskie..." a najbardziej nieuprzejmą? Nie jestem pewna: zwykły śmiech, lekceważenie, czy pytanie "Pani szuka pracy dla męża, tak?"... Co ciekawe, najwięcej takiego "jadu" zaznałam od strony pań kadrowych, czyli kobiet. Panowie raczej próbowali mi wyperswadować pomysł pracy na morzu... Wiele osób z mojego rocznika liczyło na praktyki kadeckie w dużej, polskiej firmie. Niestety, pojawił się iście absurdalny problem. Otóż, proponowaną stawką dla kadeta w tej firmie było 500 dolarów miesięcznie. Przeciwko temu zaprotestowały związki zawodowe- ponoć stawka była zbyt niska. Firma, w odpowiedzi, wstrzymała całkowicie przyjmowanie praktykantów- a muszę Wam powiedzieć, że wcześniej przyjmowała rocznie ponad setkę kadetów! Możecie wyobrazić sobie naszą bezsilną złość. Zaczynał nam się powoli kończyć czas, bo podczas tego roku musieliśmy przecież odbyć cały rejs i wrócić do nauki. Byliśmy gotowi i dosłownie składaliśmy armatorom propozycje pracy "za michę"- a tu olbrzymią kłodę pod nogi rzuciły nam związki zawodowe, które powinny chronić pracowników. Po jakimś czasie i nagłośnieniu sprawy armator zgodził się otworzyć na praktykantów, wielu osobom pozwalając na ukończenie studiów. Następnie przyszedł czas na poszukiwanie "prawdziwej" pracy i tu pojawia się prawdziwa, bezlitosna selekcja. Niestety, nie ma co wierzyć w bajki, że "na was czekają pracodawcy" jak reklamowała się moja uczelnia. O ile wielu chłopakom udało się zamustrować jako marynarze, to dziewczyn, kolejny raz, nikt nie chciał. Praca, w opinii kadrowców i kadrowych, jest da kobiet zbyt ciężka, a same kobiety- sprawiające kłopoty (nie raz usłyszałam dosłownie: "kobiet nie zatrudniamy, bo z tego są same problemy"). Do tego dochodziło bardzo częste "nie mamy warunków dla kobiet". Ku..wa, jakich specjalnych warunków potrzebuje kobieta?!! Na to pytanie nie było odpowiedzi. "Brak warunków dla kobiet"?! Wystarczy prywatna kabina- nawet wspólną łazienkę da się przeżyć (chociaż jest to niezgodne z przepisami, które nakazują zapewnienie kobiecie osobnej toalety. Kolejna kłoda pod nogi dla załogantek- "dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane"...) Sposoby poszukiwania praktyk zakrawały o desperację- byłyśmy gotowe iść do portu, prosić o pracę na pierwszym lepszym statku (ale spróbujcie dostać się na teren portowy bez zamustrowania na statku- powodzenia ;). Bez bogatych rodziców, mogących utrzymać nas podczas poszukiwań, opcja była jedna- iść do "normalnej" pracy, w sklepie czy hotelu. Nic, wymagającego specjalnego wykształcenia- nasz kierunek przygotował nas wyłącznie do pracy na morzu. Pojedyncze stanowiska w urzędach morskich czy kapitanatach rozchodziły się na pniu- bądź były zdobywane po znajomości. Jak udało mi się znaleźć pracę? Miałam szczęście trafić, zupełnie przypadkowo, na małą, prywatną firmę, której szef, mimo "braku warunków dla kobiet", świadomości ciężkiej pracy i braku mojego doświadczenia zdecydował się dać mi szansę- jestem mu za to bardzo wdzięczna. Poszukiwałam jednak pracy pół roku- bez pomocy bliskich mi osób miałabym olbrzymie problemy i prawdopodobnie utknęłabym w "lądowej" pracy. Ale wiele znanych mi dziewczyn (chłopaków zresztą też) do dziś pracuje na lądzie. Czas na Akademii Morskiej był dla nich, od strony zawodowej, stracony. Wielka szkoda, że nie pisze się o tym w biuletynach informacyjnych, otrzymywanych podczas rekrutacji ;) A czy większa ilość kobiet na statku to dobry pomysł? W mojej opinii nie. Nie wierzę w kobiecą solidarność, w otoczeniu tylu mężczyzn ;) Pojawia się raczej element rywalizacji, który może zniszczyć najsilniejszą przyjaźń. I wśród facetów- którzy nawet dzielą się na "obozy" każdej z dziewczyn, i wśród kobiet (często jest to mechanizm podświadomy), które jednak starają się zdobyć męską przychylność, zwłaszcza ze strony morskich "samców alfa"... Tak działa biologia, a sztuczne, zamknięte środowisko tylko sprzyja takim mechanizmom. Czy problemem jest tylko rywalizacja? Nie, raczej to, że mimo konfliktów mężczyźni potrafią razem współpracować w sytuacji zagrożenia, a kobiety nie. A jest to absolutnie niezbędne na morzu. Możliwe, że w sytuacji, kiedy dziewczyn byłoby więcej (niż dwie, trzy), sytuacja by się zmieniła- na podobną do tej na wielkich statkach pasażerskich z olbrzymią różnopłciową załogą: wtedy działa to na zasadzie małego miasteczka. Zawiązują się sojusze, tworzą konflikty, krążą plotki, a nawet zakłady- kto z kim się prześpi ;) A jak, moim zdaniem, wyglądałaby praca na statku obsadzonym przez same kobiety? Mogę tylko teoretyzować- spróbujmy. W rozmowach z mężczyznami często stawałam murem za taką możliwością. Dowodziłam, że brak siły (cóż, biologia jest bezlitosna, kobiety są fizycznie słabsze) zastąpiłybyśmy... rozumem. Mężczyźni np. często pomijają konieczność konserwacji niektórych mechanizmów, wiedząc, że poradzą sobie z ich obsługą siłowo. U kobiet nie byłoby tego problemu- wszystko musiałoby działać płynnie i prawidłowo. Uważam też, że nie ma takiej pracy, której nie dałoby się wykonać równie dobrze, a nawet lepiej, unikając zbędnego wysiłku. Trzeba tylko trochę pomyśleć i używać wszelkich pomocy, jak wciągarki (knary), systemy bloczków czy żurawiki. Często mężczyznom nie chce się bawić w uzbrajanie takiego sprzętu, wiedząc, że poradzą sobie bez niego. A, z drugiej strony- spotykałam już na morzu marynarzy... słabszych fizycznie (i psychicznie!) ode mnie. Byli jednak facetami, więc na pewno to oni szybciej znaleźli pracę... Jeszcze jeden plus- armatorzy musieliby przestać podchodzić do wielu awarii i problemów na zasadzie "jakoś sobie poradzicie", a w zamian zacząć inwestować w statki i nowe technologie. Do dziś uważam, że fizyczna strona nie byłaby tu problemem- mam jednak wątpliwości odnośnie strony psychicznej ;) Kobiety nie są aniołami, jak twierdzą niektórzy mężczyźni starszej daty. Jesteśmy złośliwe, zdradzieckie, często okrutne (zwłaszcza dla rywalek!). Jak więc potoczyłby się taki eksperyment? Jestem bardzo ciekawa, ale moja ciekawość raczej nie zostanie zaspokojona. Wiem jedno- na statku musiałyby być WYŁĄCZNIE kobiety. Obecność choćby jednego mężczyzny wprowadziłaby niepożądanego ducha rywalizacji i taki rejs mógłby skończyć się bardzo źle ;) Wracając do rzeczywistości- jak wygląda sytuacja dziewczyny na statku? Praktycznie zawsze znajdzie się ktoś, kto: nie lubi kobiet na morzu, bo uważa, że musi za nie pracować, bądź jego opinią jest znane już "same z nimi kłopoty"; lubi, ale aż za bardzo, czyli ma lepkie łapy; ignoruje; lekceważy; bądź boi się, że dziewczyna okaże się lepsza od niego. Bardzo ważne jest więc to, czy kobieta, rozpoczynająca tą trudną pracę, poradzi sobie (przede wszystkim psychicznie) i zdobędzie zaufanie jako współpracownik. Czy zdarzały mi się na burcie problemy na podłożu damsko-męskim? Oczywiście, że tak; praktycznie na każdym statku. Opowiem Wam o nich w następnym wpisie. Na zakończenie pytanie: jaka jest żeńska forma "marynarza"? Czyżby "marynarka"? Niebezpiecznie blisko do "żakiecika" ;) Wysoki brzeg Dundee Żeglarska tekst piosenki oraz tłumaczenie. Obejrzyj teledysk z Youtube i posłuchaj mp3 z YT. Sprawdź chwyty na gitarę. Dodaj Swoją wersję tekstu i chwyty gitarowe.
Dzień trzeci - 24 czerwca "Na pokładzie od rana ciągle słychać bosmana..." może i słychać ale nie na naszych łódkach, z tej prostej przyczyny, że nikt takiej funkcji nie pełnił. Budził nas zazwyczaj Piotr i to wcale nie zrzędliwym głosem. Umiał też w przeciwieństwie do bosmana z piosenki, docenić dobrze wykonaną robotę i pochwalić. Michał zgodnie z wczorajszą obietnicą zaserwował na śniadanie pyszne, cieplutkie tosty. Według męskiej części załogi miały one jednak pewną wadę, było ich zbyt mało. Moim zdaniem lekki niedosyt nie dokonałby spustoszenia w ich organizmach a wysmuklił sylwetkę i uczynił bardziej zbliżoną do męskiego ideału. Kobieta przytulając się do mężczyzny lubi czuć nie tylko jego okrągły brzuch. Ruch i gwar w portowej zatoczce sprawił, że szybko podnieśliśmy kotwicę i ostrożnie manewrując, wypłynęliśmy na otwartą przestrzeń. Maszty dumnie sterczące ku niebu, z żaglami, napęczniałymi wiatrem, prowadziły nas dalej na południe. Nidzkie to duże jezioro okraszone licznymi wyspami, które tutaj przybrały nazwę ostrowy. Największa z nich to Ostrów Królewski. Żeglowanie między wysepkami nie należy do łatwych. Halsuje się zazwyczaj krótko, często ostrzy i nieustannie reguluje żagle. Warto też mieć oko na inne łódki, bo w przesmykach między ostrowami o kolizję nie trudno. Maczek z trzepoczącą na wietrze banderą jak zwykle wyrwał do przodu i zniknął nam z oczu. Gdy zobaczyliśmy go ponownie wykonywał dziwny taniec na wodzie. Okazało się, że to nie taniec a manewry ćwiczebne " człowiek za burtą". Zabawa była fajna, ale skuteczność manewrów nie wróżyła dobrze rozbitkowi. Na szczęście rolę człowieka odegrał kapok, który z natury jest trudno zatapialny. Za archipelagiem wysp Nidzkie wyraźnie się rozszerza. Po zachodniej stronie tworzy szeroką na prawie 5 km zatokę Zamordeje Wielkie a po wschodniej wcina się w las wąską na ok. 300 m i długą na 1,5 km zatoką Zamordeje Małe. Rozległe zatokowe przestrzenie nie dają żadnej osłony przed szalejącym tu bezkarnie wiatrem, który dumny ze swej potęgi wściekle przeganiał po niebie chmurne baranki a nam chętnie rozerwałby żagle i położył na wodzie. Przyznam szczerze, że przeszedł mi po plecach całkiem spory dreszczyk i nie protestowałam, gdy kapitanowie wzięli kurs na mniejsze Zamordeje. Zakotwiczyliśmy na długo przed zachodem słońca w miejscu spełniającym prawie wszystkie warunki ziemskiego raju. Z dala od miejskiego zgiełku i nieustannego pośpiechu mogliśmy spokojnie rozkoszować się jego urokiem. Zacumowaliśmy, przy pomoście mocno już nadgryzionym zębem czasu, który choć trzeszczał pod nogami, pozwalał dotrzeć bezpiecznie do brzegu. Wysoka, piaszczysta skarpa prowadziła na olbrzymią polanę wprost wymarzoną na wieczorne ognisko. Z Agnieszką i Bodkiem postanowiliśmy spenetrować najbliższą okolicę. Ruszyliśmy ścieżką wzdłuż brzegu, która wiła się jak wstążeczka, ginąc co jakiś czas w gęstych zaroślach. Dach zielonych liści nie przepuszczał tu zbyt wiele słońca, dlatego wokół było mroczno i wilgotno. Gdy wspięliśmy się wyżej, ciepłe promyczki nadal nie chciały nas głaskać po plecach a zamiast ubitej ziemi mieliśmy pod nogami torfowisko. Na pewno znacie magnetyzm takich miejsc i dobrze wiecie, że nie można mu się oprzeć. Z solidnymi kijami w ręku i duszą na ramieniu, wkroczyliśmy w to leśne uroczysko, z nadzieją spotkania zwiewnej, tajemniczej postaci, obojętne, jakiej płci. Ale ona, ku naszemu wielkiemu rozczarowaniu, nie chciała się jakoś zmaterializować. Obserwowaliśmy, więc roślinność porastającą torfowisko. Wąskolistne turzyce, mchy, wełnianki i skrzypy rozłożyły się jak ogromny dywan wśród olch i brzeziny. Jego kolorystyka była dość ponura a stopień nasycenia wilgocią tak znaczny, że nasze buty pozostawiały w nim głębokie ślady. Przemierzyliśmy to rozhuśtane podłoże bez specjalnej wpadki i choć nie zobaczyliśmy żadnej zjawy, myślę, że warto było podjąć wyzwanie. Twardszy grunt pod nogami sprawił, że wydłużyliśmy krok, a dusza wróciła na swoje miejsce. Obrazek jaki zobaczyliśmy po powrocie mógłby mieć tytuł "urlopowa sielanka". Amatorzy wędkarstwa okupowali pomost, konwersacji prowadzili mniej lub bardziej burzliwe rozmowy a spragnieni snu, ucinali sobie krótkie drzemki. Bez pośpiechu, w przyjaznej atmosferze czas płynął nam leniwie i tylko słońce schodzące coraz niżej przypominało, że trzeba przygotować wieczorne ognisko. Poprzedniego dnia nie mogliśmy go rozpalić, więc dzisiaj odrobiliśmy straty, układając taki stos, że można było spalić na nim czarownicę. Z braku czarownicy nasza ofiara padły niewinne kurczątka. Nie spaliliśmy ich wprawdzie na węgiel a przypiekliśmy mocno na grillu co nie zmieniło faktu, że koniec miały równie żałosny. Jakoś nikt nie płakał nad ich losem a wręcz z zadowoleniem pałaszowaliśmy smakowicie przyrządzone mięso. Płomienie strzelały wysoko do góry a my krążyliśmy wokół nich z dobrym winem i piosenką. Księżyc jak nocna lampka oświetlał nas dyskretnie i miałam wrażenie, że gdyby mógł, usiadłby razem z nami. Królową tego wieczoru była niewątpliwie piosenka. Trudno policzyć ile ich zaśpiewaliśmy ale spokojnie wystarczyłoby na kilkugodzinną rewię przebojów od lat 50-tych do współczesnych. Fryderyk okazał się znakomitym "nabytkiem" na rejs, bo nie tylko pamiętał teksty ale potrafił je jeszcze wygrać nie korzystając z żadnych ściągawek. Tuż przed północą zeszliśmy na pomost. Dzisiejsza noc nie była taka zwyczajna a świętojańska i zgodnie z jej tradycją, puściliśmy na wodę wianek, upleciony z leśnych kwiatów. Oświetlony małym światełkiem, na zgrabnej podstawce zrobionej przez Wojciecha, popłynął w sobie tylko znanym kierunku, razem z naszymi życzeniami. Wróciliśmy do ogniska w mniejszym składzie, jakby trochę wyciszeni, zastanawiając się które z tych życzeń naprawdę się spełni. Na polanie panowała cisza. Widzieliśmy, że jest ona tylko pozorna. Przyroda nadal żyła i to tak intensywnie, że nasze zmysły nie nadążały odbierać wszystkich jej sygnałów. Pokora wobec niej kazała nam opuścić to miejsce i jak przystało na gości w porę złożyć pożegnalny ukłon. Nie wiem jak reszta towarzystwa, ja wracałam na łódkę zaczarowana i zasypiałam z głową pełną myśli nie najbardziej dorzecznych.
Bosman song by Krzysztof Piechota Kubryk now on JioSaavn. Polish music album Szanty Gold Edition. Download song or listen online free, only on JioSaavn.
Poniżej znajdziesz listę chwytów na gitarę, do utworu Bosman. Akordy te, z powodzeniem możesz wykorzystać na gitarze klasycznej, akustycznej, a nawet elektrycznej. Nic nie stoi na przeszkodzie, abyś poniższą aranżację, wykorzystał na innych instrumentach, takich jak ukulele, czy pianino. Akordy na gitarę i tekst do utworu Bosman [Zwrotka 1] a Na pokładzie od rana a Ciągle słychać bosmana, d a a7 Bez potrzeby piekielnie się drze, d Choćbyś ręce poranił, a Bosman zawsze cię zgani, E7 a a7 I powiada zrobione, jest źle. [Zwrotka 2] Jeszcze raz czyścić działo, Co wam chłopcy się stało, Jak do żarcia to każdy się rwie, To nie balia, nie niecka, Trzeba wiedzieć od dziecka, Że to okręt wojenny RP. [Zwrotka 3] Ale czasem się zdarza, Że się bosman rozmarza, Jak to bosman, bo każdy to zna, Gdy go wtedy poprosisz Swą gitarę przynosi, Siada w kącie na rufie i gra. [Zwrotka 4] Opowiada o morzach I bezkresnych przestworzach, I o walkach co przeżył je sam, O dziewczętach z Bombaju, Co tak mocno kochają I całują tak mocno aż strach. [Zwrotka 5] A gdy spytasz go tylko O czym marzył przed chwilką, I w czym właśnie zatopił swój wzrok, A bo w Gdyni - odpowie - Będę stawał na głowie Tak do serca przypadł mi ten port [Zwrotka 6] Bosman skończył, wiatr ścicha, aż tu nagle u licha Pojaśniało coś nagle we mgle Poznał bosman, jak cała Polska w blaskach wstawała Na pokładzie okrętu RP [Zwrotka 7] I ja też majtkiem byłem Tak jak wy pokład myłem wiem, że praca niełatwa to, nie Aby zostać bosmanem Tak jak ja nim zostałem trza się chłopie namęczyć, że hej Na pokładzie od rana...
1. Na pokładzie od rana a Ciągle słychać bosmana, d a A7 Bez potrzeby piekielnie się drze, d Choćbyś ręce poranił, | a Bosman zawsze cię zgani, | E7 a A7 I powiada zrobione jest źle. | x2 2. Jeszcze raz czyścić działo, Co wam chłopcy się stało,
Szanty polskie Szanty - w XVIII- i XIX wieku służyły za piosenki, które narzucały tempo pracy wioślarzy – żeglarzy tak by w terminie dopłynąć w wyznaczone miejsce, ale przede wszystkim aby wszyscy równo wiosłowali. Szanty były często śpiewane przez samych wioślarzy, często śpiewał je też szanty men czy chór szantowy. Warto wspomnieć, że w latach 70 i 80 XX wieku Polska była jednym z czołowych krajów na świecie w kwesti szant. Było to pewnego rodzaju zagłębie zespołów szantowych i twórców. Polscy żeglarze w zagranicznych portach imponują znajomym żeglarzom z innych krajów bogactwem repertuarowym, a liczba odbywających się w Polsce co roku festiwali szantowych jest przekracza 100. Szanty są piosenkami bardzo chętnie śpiewanymi zarówno na rejsach czy kursach żeglarskich przez żęglarzy i przyszłych żeglarzy, ale też przez harcerzy. Zbiór szant nazywa się śpiewnikiem szantowym. W śpiewniku takim znajdziemy teksty szant wraz z chwytami na gitarę. Czasami podana jest krótka historia powstania danej szanty oraz jej twórca oraz autor muzyki. Pieśń wielorybników pieśń wielorybników - ta pieśń żeglarska wykonywana przez polski zespół szantowy Stare Dzwony. Autorem słów, do muzyki jest Marek Szurawski. Szanta ta posiada dwa tytuły: Śmiały harpunnik" oraz "Nasz Diament" ma również wersję angielską - "The Bonny Ship The Diamond". Jest to dość popularna piosenka, która opisuję pracę wielorybników polujących na wielkie wieloryby w celu zdobycia ich mięsa, tranu i innych części, które można później Nasz „Diament” prawie gotów już, a e W cieśninach nie ma kry. a e Na kei piękne panny stoją, a G a W oczach błyszczą łzy. Kapitan w niebo wlepia wzrok, Ruszamy lada dzień. Płyniemy tam gdzie słońca blask Nie mąci nocy cień. a Ref.: A więc krzycz och! Och! G a Odwagę w sercu miej. d Wielorybów cielska groźne są, a G a Lecz dostaniemy je. panno, po co łzy, Nic nie zatrzyma mnie, Bo prędzej w wodach kwiat zakwitnie, Niż wycofam się. No nie płacz, wrócę tu, Nasz los nie taki zły, Bo da dukatów wór za tran I wielorybie kły. Ref.: A więc... deku stary wąchał wiatr, Lunetę w ręku miał. Na łodzi, co zwisały już Z harpunem każdy stał. Dmucha tu i dmucha tam Ogromne stado w krąg. Harpuny, wiosła, liny brać I ciągnij brachu ciąg! I dla wieloryba już Ostatni to dzień, Bo śmiały harpunnik Uderza szantę Pieśń wielorybników ? Skomentuj dlaczego ją lubisz. Bosman Bosman – to szanta opisująca los marynarzy Marynarki Wojennej dowodzonej przez wymagającego bosmana. Piosenka ta odzwierciedla codzienne zmagania żołnierzy, którzy muszą wykonywać polecenia dowódcy. Dowiadujemy się z niej jakie czynności wykonuję się podczas długich kilkumiesięcznych rejsów, np. czyszczenie działa, mycie pokładu czy buchtowanie lin. Bosman to nie tak bardzo popularna pokładzie od rana | a C Ciągle słychać bosmana, | a A7 Bez potrzeby cholernie się drze. | d a Choćbyś ręce poranił, | | A7 d Bosman zawsze Cię zgani | | a I powiada - "Zrobione jest źle!" |bis (i następne) | E7 a 2. "Jeszcze raz czyścić działo, Cóż wam chłopcy się stało? Jak do żarcia, to każdy się rwie. To nie balia, nie niecka, Trzeba wiedzieć od dziecka, Że to okręt wojenny 3. Ale czasem się zdarzy, Że się bosman rozmarzy - Każdy bosman uczucie to zna. Gdy go wtedy poprosisz, Swą harmonię przynosi, Siada w kącie na rufie i gra. 4. Opowiada o morzach, O bezkresnych przestworzach I o walkach, co przeżył on sam. O dziewczętach z Bombaju, Co namiętnie kochają I całują tak mocno do krwi. 5. A gdy spytasz go tylko, O czym marzył przed chwilką, Czemu nagle pojaśniał mu wzrok? Mówi: "W Gdyni, w Orłowie, Będę chodził na głowie, Tak mi przypadł do serca ten port." 6. Bosman skończył, wiatr ścicha, Aż tu nagle, u licha! Pojaśniało coś nagle we mgle. Poznał bosman, jak cała Polska w blaskach wstawała, Na pokładzie okrętu Powroty Powroty – bardzo popularna szanta chętnie śpiewana podczas żeglarskich wieczorów przy ognisku. Szanta ta jest chętnie grana gdyż zawiera duży ładunek emocjonalny a dodatkowo 4 podstawowe akordy nie sprawiają trudności nawet początkującym adeptom żeglarstwa. Tematem tej piosenki żeglarskiej jest miłość. Miłość trudna, nieszczęśliwa kobiety do mężczyzny – żeglarza. Uczucie to jest obarczone cierpieniem, gdyż ów żeglarz większość swojego czasu spędza na morzu z dala od ukochanej. Jego powroty są pełne niespodzianek i niepokoju. Boję się nieba w Twoich oczach, Jeszcze drżysz ze zmęczenia i potu, Świat chcesz dzielić na białe i czarne, Miły, boję się Twoich powrotów. D G A G D Boję się chmur nad Twoim czołem, Kiedy ręce do krwi otarte Dumnie kładziesz przede mną na stole, Miły, boję się Twoich powrotów. Drżysz jeszcze, oczy zamglone, Zrobisz wszystko, o co poproszę, Muszę wierzyć, przecież mnie kochasz. Krótka chwila i wracasz, Krótka chwila i wracasz, Krótka chwila i wracasz na morze. G A h G A G D Boję się morza w Twoich myślach, Kiedy jesteś do drogi już gotów, Leżysz przy mnie, oczy otwarte, Miły, boję się Twoich powrotów. Gdzie ta keja Gdzie ta keja – to bardzo popularna szanta wykonywana przez Robert a Szozda czy Jana Krawczyńskiego. Jest tak popularna jak Morskie opowieści czy Staruszek Jacht. Ta melancholijna piosenka żeglarska przedstawia tęsknotę żeglarza za morzem. Zyskała bardzo dużą popularność dzięki przyjemnej melodii, łatwym rytmicznym słowom i prostym tak ktoś przyszedł i powiedział: - Stary, czy masz czas? Potrzebuję do załogi jakąś nową twarz, Amazonka, Wielka Rafa, oceany trzy, Rejs na całość, rok, dwa lata - to powiedziałbym: Ref.: Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht? Gdzie ta koja wymarzona w snach? Gdzie te wszystkie sznurki od tych szmat? Gdzie ta brama na szeroki świat? Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht? Gdzie ta koja wymarzona w snach? W każdej chwili płynę w taki rejs, Tylko gdzie to jest? No gdzie to jest? Gdzieś na dnie wielkiej szafy leży ostry nóż, Stare dżinsy wystrzępione impregnuje kurz, W kompasie igła zardzewiała, lecz kierunek znam, Biorę wór na plecy i przed siebie gnam. Przeszły lata zapyziałe, rzęsą porósł staw, A na przystani czółno stało - kolorowy paw. Zaokrągliły się marzenia, wyjałowiał step, Lecz ciągle marzy o załodze ten samotny łeb.

Na pokładzie od rana ciągle słychać bosmana. a Bez potrzeby cholernie się drze. d G7 C A7 Choćbyś ręce poranił, bosman zawsze cię zgani. d a I powiada: zrobione jest źle. E a (A7) I powiada: zrobione jest źle. Co wam chłopcy się stało, jeszcze raz czyścić działo Jak do kotła, to każdy się rwie.

Na pokładzie od rana Ciągle słychać bosmana Bez przerwy cholernie się drze Choćbyś ręce poranił Bosman zawsze cię zgani I powiada zrobione jest źle. Jeszcze raz czyścić działo Chłopcy co wam się stało Jak do kotła to każdy się rwie To nie łajba niemiecka Trzeba wiedzieć od dziecka Że to okręt wojenny RP. Ale czasem się zdarza Że się bosman rozmarza Bo i bosman marzenia swe ma I gdy wtedy poprosisz Swą harmonię przynosi Siada w kącie na rufie i gra. Opowiada o morzach O dalekich przestworzach O przygodach co przeżył on sam O dziewczętach z Bombaju Co namiętnie kochają I całują tak mocno do krwi. Bosman skończył, wiatr ściska A tu nagle u licha Pojaśniało coś nagle Poznał bosman jak cała Polska w blaskach wstawała Na pokładzie okrętu RP. A gdy spytasz go tylko O czym marzył przed chwilką Co tak nagle pojaśniał mu wzrok Mówi, w Gdyni, w Orłowie Będę stawał na głowie Tak mi jakoś przypada ten port. Tekst piosenki . Płonie ognisko w lesie, Na okręcie od rana ciągle słychać bosmana, Bez potrzeby piekielnie się drze. Na pokładzie pirackiej fregaty
Moim morzem jest Solina Żeglarska tekst piosenki oraz tłumaczenie. Obejrzyj teledysk z Youtube i posłuchaj mp3 z YT. Sprawdź chwyty na gitarę. Dodaj Swoją wersję tekstu i chwyty gitarowe.
Tekściory.pl - sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk. W serwisie od: 07.03.2023. Na pokładzie od rana słychać bosmana
Na pokładzie od rana Ciągle słychać bosmana, Bez potrzeby cholernie się drze. Choćbyś ręce poranił, Bosman zawsze cię zgani I powiada - "Zrobione jest źle!" | | |bis a C a A7 d a A7 d a E7 a: Jeszcze raz czyścić działo, Cóż wam chłopcy się stało? Jak do żarcia, to każdy się rwie. To nie balia niemiecka, Trzeba wiedzieć od
.
  • 6nioz2qihd.pages.dev/311
  • 6nioz2qihd.pages.dev/987
  • 6nioz2qihd.pages.dev/190
  • 6nioz2qihd.pages.dev/347
  • 6nioz2qihd.pages.dev/357
  • 6nioz2qihd.pages.dev/71
  • 6nioz2qihd.pages.dev/29
  • 6nioz2qihd.pages.dev/272
  • 6nioz2qihd.pages.dev/813
  • 6nioz2qihd.pages.dev/617
  • 6nioz2qihd.pages.dev/345
  • 6nioz2qihd.pages.dev/148
  • 6nioz2qihd.pages.dev/629
  • 6nioz2qihd.pages.dev/826
  • 6nioz2qihd.pages.dev/987
  • na pokładzie od rana ciągle słychać bosmana tekst